<title_newspaper="Życie Warszawy">
<title_article="Walcz o zwycięski pokój">
<author_1="Julian Tuwim">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="4">
<date="1951-04-26">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Ta szajka bezecna, której patronuje rząd (nie naród!) Stanów Zjednoczonych, doszła do powyższego „stanu posiadania” za pomocą wyzysku, okradania, nędzy, głodu i niewoli setek milionów ludzi.
Ta szajka nienasyconych złodziei, przerażona obudzoną świadomością narodową, klasową i historyczną ludów uciśnionych, niewolników kolonialnych i wszystkich ciężko pracujących ludzi naszego globu, — ta nikczemna szajka, tucząca się krzywdą proletariatu, pragnie rozpętać nową wojnę, sądząc, że oceanem krwi zaleje i ugasi płomień buntu i sprawiedliwej walki o prawa człowieka do lepszego życia na ziemi.
Żadnego innego sposobu nie potrafi ta szajka żarłoczna wymyślić. Tak samo bandyta nie uznaje innego środka „zarobkowania”, niż krwawy napad.
My będziemy decydować 
My, ludzkość, nie dopuścimy do tego napadu. Jesteśmy potęgą, która udaremni zamysły paruset przerażonych bankierów oraz właścicieli trustów, koncernów itp. złodziejskich melin.
Nie w zarządach rozdętych towarzystw akcyjnych, nie w gabinetach prezesów i dyrektorów miliardowych kompanii, nie za drzwiami sal konferencyjnych sprzedajnych dyplomatów — uniżonych sługusów rzekomo wszechmocnego dolara — nie tam rozstrzygną się losy świata i cywilizacji, a przede wszystkim — los naszych dzieci! Nie pozwolimy, aby ich ciałka rozszarpywały bomby miliarderskich bandytów!
My, ludzkość, jesteśmy dziś potęgą, jakiej dzieje dotychczas nie znały — i my, nie oni, będziemy odtąd decydować o dalszym przebiegu historii, a przede wszystkim o tym, żeby naszych córeczek, naszych synków nie zasypywały gruzy walących się domów.
My, ludzkość, mamy dzisiaj olbrzymią siłę moralną, która, choćby w ostatniej chwili, zniweczy próby wywołania wojny.
Bo zastanówmy się, kto w tej walce o pokój czy wojnę ma większe szanse zwycięstwa? Amerykański fabrykant broni, który na Florydzie kupuje sobie ręcznie malowane krawaty po tysiąc dwieście dolarów za sztukę (fakt!) — czy chiński rolnik, polski górnik, irański chłop i argentyński drwal? Nowojorski makler giełdowy, używający pędzla do golenia w cenie stu dolarów (fakt!) — czy robotnik Pakistanu, którego dziecko nie widziało nigdy mleka? 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>